Skip to content

Archive

Archive for Marzec, 2013

W tym krótkim czasie oczekiwania na ostatnie Pamiętniki z Północy – krótko się podzielę dziesięcioma minutami czegoś wspaniałego. Wczoraj przypomniała mi je TV, puszczając fragment tej muzyki przy okazji wiadomości o Konklawe. Choć nie wiem, czy rzeczywiście tam to śpiewali teraz.

Nie ma co tu dużo mówić. Gregorio Allegri komponował na początku XVII wieku. Utwór powstał koło roku 1630. Możliwe, że wiele osób słyszało historię Mozarta, który jako dziecko jeszcze (mając 14 lat) potrafił ze słuchu zapisać w nutach cały usłyszany utwór – oraz że zrobił to z utworem, którego zapis był w Watykanie ściśle strzeżony, podobnie jak ograniczone było jego wykonywanie. Chodziło właśnie o Miserere!

Utwór, którego tekstem są słowa pokutnego psalmu 51 („Zmiłuj się nade mną Boże w łaskawości swojej, w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość”), wykonywany był jedynie w Kaplicy Syksyńskiej i jedynie w ciągu Wielkiego Tygodnia. Jego inne wykonywanie lub wynoszenie jego zapisu było zabronione… Dlaczego? – warto posłuchać!

Przebywanie ze studentami z Erasmusa, poza oczywistym działaniem odmładzającym, niesie ze sobą jeszcze ten komfort, że jest się na bieżąco ze wszystkimi „niskobudżetowymi” sposobami spędzania wolnego czasu – co na wakacje w drogim państwie jest pomysłem bardzo dobrym :). Więc gdy bogacze urządzają sobie safari na skuterach śnieżnych, czy też zaprzęgi reniferów, wydając setki €uro za kilka godzin zabawy…

1. Zorza polarna

Jednym z niewątpliwych uroków miejsc położonych na wysokich szerokościach geograficznych jest możliwość zobaczenia zorzy polarnej. Wiele osób wpatruje się więc w nocne niebo w oczekiwaniu na to niecodzienne zjawisko. Pomagają w tym, oczywiście, nowoczesne narzędzia, jak dostępne w internecie prognozy prawdopodobieństwa powstania zorzy. Gdy więc wskaźnik znajdzie się względnie wysoko, zagraniczni studenci z Rovaniemi (lokalni widzieli to już wiele razy) przybywają na wzgórze Ounasvaara, gdzie z dala od świateł miejskich mogą wypatrywać cudu. W oczekiwaniu pomaga im zwykle ognisko.
Zorza czasem trwa tylko kilka minut, więc gdy byłem w drodze na gorę – widziałem kawałki zielonego nieba, jednak po dotarciu – niebo było już zwykłe, czarna płachta z białymi gwiazdami… Czekanie na górze nic nie dało… Zorza jednak pojawiła się sama znowu… kiedy byłem już w drodze powrotnej. Dla lepszego widoku trzeba więc polować dalej. I co ważne – ta rozrywka jest zupełnie darmowa! :)

2. Zjeżdżanie z górki

Finlandia może pochwalić się tysiącami jezior i dostępem do morza, jeziora są tutaj bardzo wyjątkowe. Ale coś kosztem czegoś, Finlandia to kraj o bardzo małym zróżnicowaniu wysokości terenu. W związku z tym rzadko zdarzają się tu górki, a o większych górach można zapomnieć. Finowie lubią więc wykorzystywać wszelkie górki w zimie do zjeżdżania na byle czym (sanki, tobogan, czy worek na śmieci). Co tu dużo mówić, choć zabawa dziecinna, to badzo fajna, darmowy aktywny wypoczynek na świeżym powietrzu przy tak pięknych okolicznościach przyrody.

3. Kąpiel w przeręblu

Niewątpliwą atrakcją przy arktycznej zimie jest kąpiel w przeręblu (ice swimming). Za jedyne 2 euro (a okazyjnie nawet za 1) można skorzystać z ciepłej szatni w budynku położonym przy samym jeziorze. A zimą fińskie jeziora są skute lodem tak mocno, że nawet samochody po nich jeżdżą. W takim jeziorze wycięty jest przerębel, do którego prowadzi drewniany pomost, a następnie schodki wgłąb, dzięki czemu do wejścia do środka nie jest potrzebna nawet umiejętność pływania. Pod powierzchnią lodu znajduje się pompka, pracująca zawsze, gdy w przeręblu nie znajduje się żadna osoba. Dzięki temu woda ciągle przepływa i nie zamarza. Samo wejście do takiej wody nie jest szczególnie trudne (wbrew powszechnej opinii, widocznej choćby w wielu niedowierzających komentarzach na FaceBooku). Przy temperaturze powietrza wynoszącej około -10 stopni wejście do wody o temperaturze 0 stopni (niewiele ponad) jest w moim odczuciu łatwiejsze, niż w lecie (30 stopni) wejście do wody, która ma tych stopni 15. W środku nie zabawiłem długo, gdyż moje dłonie zaczęły szybko „zamarzać” (taka ich wada fabryczna, nawet przy 10 stopniach sztywnieją i ciężko nimi pracować). Innych objawów nie zauważyłem. Po szybkim ogrzaniu się i ubraniu człowiek funkcjonuje jak nowonarodzony.

Jeszcze krótka dygresja na temat zimna. Finowie radzą sobie z mroźnym klimatem chyba przy pomocy dużych przeskoków temperatur. W budynkach (mieszkania, szkoły) grzeją bardzo mocno (zawsze ponad 20 stopni jest), często korzystają z bardzo gorącej sauny (w końcu to ich narodowy wynalazek, znany na całym świecie) przerywanej lodowatym prysznicem (a zdarza się, że i kąpielą w przeręblu właśnie) – i z tego, co widzę, na zdrowie wpływa to bardzo dobrze :). Nawet za kołem podbiegunowym w zimie da się funkcjonować.

Bardzo popularnym w Rovaniemi środkiem transportu są rowery. Aż trudno uwierzyć, patrząc na zapełnione nimi przestrzenie przed budynkami (sklepy, szkoły itp.), że tyle osób decyduje się na tę formę komunikacji, kiedy temperatura na zewnątrz wynosi choćby -15 stopni. Większośc z przyjeżdżających tu zagranicznych studentów korzysta z oferty sklepów z używanymi rzeczami (second-hand’ów), które sprzedają używane rowery, a po poł roku odkupują je za pół ceny. Skorzystałem z podobnej oferty na 2 tygodnie (dostaję rower za 90€, sprzedam za 70) i przemieszczanie się po mieście stało się zdecydowanie prostsze!

Finowie niesamowitą wagę przywiązują do transportu pieszo-rowerowego. Prawie zawsze trasa rowerowa i piesza to ta sama trasa. Nie spotyka się tu ścieżek osobnych. Zwykle widzę oznaczenia – ludzik plus rower w jednym niebieskim kółeczku, choć nawet gdyby gdzieś go nie było – nie ma przecież straży miejskiej, a policja ma raczej ważniejsze zadania niż ściganie przestępców jeżdżących rowerami po chodnikach. A wracając do tej dużej wagi – to już trzecie miasto (przed laty Tampere, Helsinki, teraz Rovaniemi), w którym widzę, że ścieżki są niesamowicie przemyślane. Są bytami niezależnymi od zwykłych ulic – czasem idą w ich sąsiedztwie, a czasem zupełnie inaczej. Zwykle – im bardziej ruchliwa ulica, tym bardziej ścieżka jest od tej ulicy oddzielona. Często również widać przejścia/przejazdy podziemne, a czasem i kładki, które pozwalają szybko przedostać się na drugą stronę ulicy nie zatrzymując ruchu samochodowego (przed zwykłym przejściem czasem samochód potrafi się zatrzymać ustępując mi pierwszeństwa jeszcze 5 sekund przed tym, zanim dojadę do tego przejścia). Co ważne – rowerzyści korzystają z nich w sposób płynny, bez schodów ani innych spowalniaczy, jedzie się „tak po prostu”. No i do tego – ścieżki (też te idące z dala od ulic) są bardzo przyjemne, oświetlone i odśnieżone (nie ma zasp). Aż czuć, że pieszy i rowerzysta nie są tylko uciążliwymi dodatkami do ruchu drogowego.

A poruszając temat śniegu, może się to wydać dziwne – jak jeździć przy takiej zimie? Jest to bajecznie proste. Może akurat ja mam takie szczęście, że przyjechałem na koło podbiegunowe w zimie, kiedy temperatura nie przyjmuje w ogóle wartości dodatnich. To sprawia, że śnieg nie topnieje i nie zamarza ponownie, nie robią się ślizgawki, nie ma brudnego błota pośniegowego, jest jedynie czysty, biały śnieg! Powtórzę (choć widać to też na zdjęciach) – śnieg jest biały, czysty i suchy! Nikt tu nie wpada na głupi pomysł sypania solą (i tak nie uda się utrzymać asfaltu czarnego za wszelką cenę), a piaskiem sypie się tylko czasami (głównie parkingi, podjazdy i ulice, ale nie ścieżki pieszo-rowerowe). Ścieżki wystarczy odśnieżyć (żeby dało się poruszać po ubitej warstwie) i są one przejezdne i bezpieczne. Na miejsce dojeżdżam suchy, niepochlapany… Po prostu – bajecznie!

Krótka refleksja – Finowie chyba do śniegu podchodzą jak do innych ludzi – nie zakładają z góry jego złych intencji i nie przystępują od razu do walki, po prostu starają się z nim żyć. A wychodzi im to bardzo dobrze :).