Skip to content

Archive

Category: Muzyka

W tym krótkim czasie oczekiwania na ostatnie Pamiętniki z Północy – krótko się podzielę dziesięcioma minutami czegoś wspaniałego. Wczoraj przypomniała mi je TV, puszczając fragment tej muzyki przy okazji wiadomości o Konklawe. Choć nie wiem, czy rzeczywiście tam to śpiewali teraz.

Nie ma co tu dużo mówić. Gregorio Allegri komponował na początku XVII wieku. Utwór powstał koło roku 1630. Możliwe, że wiele osób słyszało historię Mozarta, który jako dziecko jeszcze (mając 14 lat) potrafił ze słuchu zapisać w nutach cały usłyszany utwór – oraz że zrobił to z utworem, którego zapis był w Watykanie ściśle strzeżony, podobnie jak ograniczone było jego wykonywanie. Chodziło właśnie o Miserere!

Utwór, którego tekstem są słowa pokutnego psalmu 51 („Zmiłuj się nade mną Boże w łaskawości swojej, w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość”), wykonywany był jedynie w Kaplicy Syksyńskiej i jedynie w ciągu Wielkiego Tygodnia. Jego inne wykonywanie lub wynoszenie jego zapisu było zabronione… Dlaczego? – warto posłuchać!

Czy z odgrzewaniem starego bloga jest jak z odgrzewaniem kotleta? Mam nadzieję, że nie… Do archiwum zaglądać nie trzeba, a potrawa tym razem bardzo świeża i dobra :).

W skrócie – jak zwykle, zafascynował mnie pewien kawałek muzyki – i to na tyle, że żeby podzielić się nim z innymi nieco bardziej, niż przez wstawienie „linka na fejsie”. Celtic Woman – zespół, którego chyba nie trzeba przedstawiać, wystarczy popatrzyć i posłuchać. Jedynka w nazwie wpisu sugeruje, że to pierwszy wpis z cyklu – z pewnością jeszcze ten zespół się tutaj pojawi. I ich autorski utwór – Awakening!

„Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem” – cytując za bohaterem „kultowego” (jak to się go określa) filmu „Rejs”. Mój ścisły umysł zwykle może to jedynie potwierdzić. Po pierwszym usłyszeniu powyższego utworu – miałem wrażenie, że jest on bardzo „typowy” dla Celtic Woman, melodia taka w miarę fajna, rytm, aranżacja – jak w innych ich piosenkach. I tylko refren, a dokładnie jego pierwsze 5 sekund (od 01:59) – tak cudowne, że zauroczyły mnie od razu… Dla tych 5 sekund (pojawiających się kilkakrotnie) puszczałem całość jeszcze raz, jeszcze raz.

Czasem przy takich okazjach nasuwa mi się pytanie – dlaczego nie komponują utworów, które w całości składałyby się z takich niezwykłych brzmień, dlaczego tylko pojedyncze fragmenty wzbudzają emocje większe niż pozostałe części. Ale odpowiedź jest chyba oczywista – gdyby takich „mocnych” fragmentów było zbyt wiele, podobnie jak każdy inny narkotyk – przestałyby one działać tak, jak powinny. Trzeba je przedzielić słabszymi dawkami.

Nie znaczy to, oczywiście, że cały utwór jest „słaby”. Jest wyjątkowy, od początku do końca :). Już pierwsze bębny, często słyszalne u Celtic Woman, brzmią tutaj bardzo patetycznie, czy też – mówiąc językiem współczesnym – „epicko” :). A do nich skrzypce zapoznają nas z melodią – wyjątkowo spokojną. Melodia oczywiście powraca już w formie śpiewu – czyli tego, co u Celtic Woman jest zawsze najważniejsze. Jak zwykle na początku każda solo, później wszystkie razem – to tylko jeden ze sposobów stopniowego podnoszenia emocji. No i przy okazji śpiewu jeszcze tekst – tutaj wyjątkowo poetycki, aż dziw, że pasuje do tych bębnów.

Tekst „zauważyłem” dość późno. Coś tam o jakimś ogniu było, nie zwracałem na to uwagi, nie sądziłem, że to ma sens. A okazuje się, że ten sens ma, że to poezja – i to taka z jednej strony dość ładna i porywająca przy tej muzyce, a z drugiej strony – niewymagająca i możliwa do zrozumienia nawet dla umysłu zero-jedynkowego. Zachęcam więc do słuchania razem z tekstem. Jeżeli mniej-więcej jesteśmy obyci z językiem angielskim, słuchowe wychwycenie słów nie powinno stanowić problemu. W razie problemów – na końcu dołączam tekst pisany.

Staram się nie rozpisywać zbytnio, więc skończę szybko. Po prostu – zachęcam i polecam! Wiadomo :).

continue reading…

Dzisiaj w Kościele święto Wniebowstąpienia Pańskiego. Więc – przechodząc do konkretów – dwa kawałki muzyki skomponowane w tym temacie przez Palestrinę. Mówiąc fachowo i technicznie – dwa motety. W skrócie – Giovanni Pierluigi da Palestrina, 1525-1594 (czyli ponad 100 lat przed Bachem), chyba najbardziej znany kompozytor renesansu. Wtedy nie panowały jeszcze znane nam do dzisiaj zasady muzyki, utwory były takie „dziwne”, wszystko śpiewane tak nierówno, że – zwłaszcza w obcym języku – ciężko zrozumieć, który głos śpiewa które słowa, a cała harmonia – ogólnie – taka „inna”,  :). Tak czy inaczej brzmi to wyjątkowo.

Viri Galilaei

Viri Galilaei, quid statis aspicientes in caelum? Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo?
Hic Jesus, qui assumptus est a vobis in caelum, Ten Jezus, wzięty od was do nieba,
sic veniet quemadmodum vidistis eum euntem in caelum. przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba.
Alleluia. Alleluja.

(z Biblii Tysiąclecia, Dz 1,11)

Ascendit Deus

Ascendit Deus in iubilatione, Wstąpił Bóg wśród radosnych okrzyków,
et Dominus in voce tubae. Pan przy dźwięku trąby.
Alleluia. Alleluja.
Dominus in caelo paravit sedem suam. Pan w niebie tron swój ustawił,
Alleluia. Alleluja.

(Ps 47,6 + Ps 103,19)

O Rex Gloriae

O rex gloriae, domine virtutum, O Królu chwały, Panie Zastępów,
qui triumphator hodie jako zwycięzca
super omnes caelos ascendisti: wstępujesz dzisiaj do nieba,
ne derelinquas nos orphanos, nie zostawiaj nas sierotami,
sed mitte promissum lecz ześlij nam
Patris in nos spiritum veritatis. Ducha Prawdy obiecanego przez Ojca.
Alleluia. Alleluja.

(antyfona z II Nieszporów Wniebowstąpienia)

Ten utwór poznałem wiele tygodni temu… I wciąż nie jestem w stanie wyjść z podziwu. Zarówno kompozytor, Paul Drayton, jak i wykonawcy (czyli genialny chórek King’s Singers) stworzyli coś niezwykłego. Do posłuchania tutaj:

Powtarzając to, co zostało powiedziane we wstępie w filmie – utwór w ciągu swoich niecałych 12 minut prezentuje „historię” muzyki klasycznej z ostatnich 400 lat. I udaje mu się to całkiem nieźle! Przy czym nie jest to składanka różnych kawałków. Wszystko zostało skomponowane całkowicie od nowa, parodiując styl każdego z kompozytorów :).

00:32 – Johann Sebastian Bach – nie mogli lepiej zacząć. Bardzo fajna fuga, przy okazji bardzo pouczająca – bo dzięki śpiewanym słowom łatwo odróżnić od siebie tematy fugi. Na początku, oczywiście, wykonanie głównego tematu fugi przez każdy z głosów. Pierwszy głos – solo, w tonacji podstawowej. Następnie pierwszy głos wchodzi w kontrapunkt, a drugi głos wykonuje temat (w tonacji oddalonej o kwintę). Później temat wchodzi do trzeciego głosu (znów w tonacji podstawowej) i czwartego (znów kwinta) – czyli dokładnie tak, jak powinna wyglądać podręcznikowa ekspozycja. A później wszystko się już rozwija, bez sztywnych reguł. Poszczególne głosy „kłócą się”, wymieniając przy okazji innych kompozytorów – synów Bacha (Johann Christian, Wilhelm Friedemann, Carl Philipp Emanuel) – aż w fazie kulminacyjnej główny temat fugi pojawia się w głosie basowym (01:52 – ten po prawej, przypominający Jasia Fasolę, świetnie udaje głos z pedałów organowych), zatrzymując się na ostatniej nucie – imitując tym nutę pedałową w czasie kody utworu. Po prostu – genialne!

02:31 – George Frideric Handel – drugi, po Bachu, tak fajny kompozytor z baroku (tylko subiektywne zdanie). Zaczyna się podniośle, z towarzyszeniem instrumentów dętych – podobnie jak „Music for the Royal Fireworks” (muzyka do królewskich sztucznych ogni, tak w wolnym tłumaczeniu), a dalej już jest lekko i przyjemnie :).

03:30 – Wolfgang Amadeusz Mozart – jego oczywiście też nie mogło zabraknąć. Bardzo charakterystyczny jest akompaniament (zupełnie jak np. w znanej Sonacie nr 16 C-dur).

04:44 – Ludwig van Beethoven – początek bardzo podobny do początku jego I Symfonii. Dalej – nie piszę, bo z niczym mi się nie kojarzy :).

06:25 – Felix Mendelssohn-Bartholdy, znany szerokiej większości (mnie również) jedynie ze swojego marszu weselnego

07:07 – Johann Strauss wraz z synami :). Nie wiadomo do końca, czy chodzi o Johanna ojca, czy syna, pewnie o ojca – wszyscy synowie są później. Zostają przedstawieni po kolei – Josef Strauss, Eduard Strauss, Johann Strauss, oraz… Levi Strauss :). Ten ostatni, oczywiście, nie jest członkiem tej rodziny Straussów. Jest natomiast równie dobrze znany (a może i nawet lepiej?) jako pierwszy twórca spodni jeansowych (stąd marka Levi’s). Taki sprytnie wmontowany żart ;).

08:04 – wciąż w temacie Strauss’a, nie do końca wiem, czemu zostaje tu wymieniony Willi Boskovsky. Był on znanym wykonawcą i dyrygentem dzieł Straussa, ale nie kompozytorem.

08:45 – Claude Debussy – trochę go nie lubię… Oni chyba z resztą też :).

09:50 – tu zaczyna się taka dziwna lista różnych kompozytorów, których nazwiska ciężko zrozumieć. Na początku Cesar Franck, później oczywiście Wagner i różni inni. Z wyłapanych do tej pory – Bizet, Chopin, Berlioz, Szymanowski, Paganini, Sibelius, Vivaldi, Rossini, Puccini (jako ostatni).

11:11 – William Byrd – genialny motyw :). Dzięki temu fragmentowi poznałem kompozytora, o którym wcześniej nic nie słyszałem. A to, według niektórych, taki angielski odpowiednik Palestriny w epoce renesansu. Jak się łatwo domyślić – komponował głównie muzykę kościelną/chóralną (co chyba było w tamtych czasach normą). Nie wiem tylko, skąd znalazł się akurat w tym miejscu – dotychczasowi kompozytorzy byli ułożeni jakoś chronologicznie – a tu skok o kilkaset lat do tyłu…

11:23 – Cage. Potraktowali go, moim zdaniem, odpowiednio :). To taki gość, co przeżył prawie cały XX wiek, nazywany przez niektórych kompozytorem. Jego najbardziej znanym „dziełem” jest 4’33” – „utwór” składający się z samych pauz, co daje w rezultacie 4 i pół minuty ciszy… Były też inne – grane na przedmiotach codziennego użytku, czy podłączonych do prądu kaktusach… Jednym z ciekawszych niewątpliwie utworów jest „Imaginary Landscape No. 4″ na 12 odbiorników radiowych (stąd chyba w parodii King’s Singers motyw regulacji radia). 12 osób, za wskazówkami dyrygenta, przestawia częstotliwości i reguluje głośność swoich radioodbiorników. W dalszym ciągu niezbadana pozostaje kwestia, co się stanie, kiedy w trakcie wykonywania utworu jedna z osób trafi na stację radiową, która będzie w tym czasie akurat nadawać „Imaginary Landscape No. 4″ Johna Cage’a ;).

11:27 – „… and everyone from Stockhausen to Gershwin” – co chyba potwierdza moje obawy, że im dalej na osi czasu – tym gorsza muzyka… A wiek XX w muzyce „klasycznej” prawie nie istnieje.

11:42 – and Bach again :). Lepszy happy end ciężko sobie wyobrazić :).

Szukałem listy tymi kompozytorami wymienionymi w „Masterpiece”, lecz nie znalazłem. Są szczątkowe listy w komentarzach na YouTube. Dlatego tak dokładnie ich wymieniam – bo jest to coś, czego do tej pory w sieci nie było (a to się rzadko zdarza :) ). Jako ciekawostkę dodam, że znalazłem ciekawy konkurs – Olimpiadę Słuchową dla uczniów szkół muzycznych II stopnia. W II Etapie konkursu w 2010 roku w części pisemnej wykorzystano tylko i wyłącznie utwór Masterpiece Paula Draytona – do wszystkich ćwiczeń słuchowych. PDF z pytaniami jest do ściągnięcia ze strony Olimpiady. I znów żałuję, że nie chodziłem do szkoły muzycznej…