Skip to content

Archive

Category: Refleksje

Aero2 – bezpłatny internet dla wszystkich

Aero2Nie wszyscy jeszcze wiedzą, że w Polsce każdy może uzyskać bezpłatny dostęp do internetu (stąd skrót – BDI). Spółka, która to oferuje, nazywa się Aero2 – wszelkie informacje można uzyskać na stronie aero2.pl. Nie działa ona oczywiście charytatywnie, ale w zamian za zapewnienie takiego dostępu do sieci dla wszystkich – ma określone korzyści od naszego państwa – więc tak naprawdę to jest „państwowy” internet, dostarczany przez prywatną firmę. Usługa działa jak normalny internet mobilny dostarczany przy pomocy sieci komórkowej – musimy mieć kartę SIM od operatora (czyli właśnie Aero2) i odpowiednie urządzenie – komórkę, tablet, odpowiedni ruter, lub zwykły modem na USB.

Aby otrzymać kartę SIM, wystarczy wypełnić i wysłać dokumenty dostępne na stronie, wpłacić kaucję (20 zł) i 7 zł za przesyłkę – i czekać (około 1 miesiąc) na dostawę. Usługa ta będzie aktywna do 21 grudnia 2016 r.

Moje dwuletnie testy

Już od ponad 2 lat posiadam kartę Aero2 – i mogę potwierdzić tyle, że działa. Testowałem w kilku urządzeniach – połączenie udawało się uzyskać. Przez cały ten czas, choć bywały okresy lepsze i gorsze, połączenie było niestabilne – często się „zrywało”, często trzeba było oczekiwać na ponowne podłączenie, czasem przez wiele minut po włączeniu modemu (wyłączeniu trybu „offline” w tablecie) połączenie się nie pojawiało… Było to niezbyt komfortowe, rzecz jasna :). Aero2 z założenia oferuje prędkość maksymalną 512 kbps – czyli mało, ale da się żyć. Miesięczny transfer nie jest w żaden sposób limitowany. Do tego jedna „sesja” (jedno połączenie) trwa 60 minut – po tym czasie trzeba się rozłączyć i połączyć od początku (modemy same to robią). Te warunki są ok :). Jednak kiedy ciężko mi było osiągnąć nawet taką prędkość (czasem się udawało, a czasem nie) i zerwania połączenia pojawiały się co kilka minut (internetu nie było przez mniej-więcej tyle samo czasu, co był) – stwierdziłem, że mam jednak dość męczenia się. Do tego wprowadzany ostatnio mechanizm CAPTCHA (przepisz kod z obrazka, aby uzyskać dostęp do internetu)… Podsumowując – poddałem się. Korzystanie z internetu, który co chwilę się rozłącza, albo na który trzeba 10 minut czekać (kiedy akurat wyciągam tablet, bo potrzebuję coś sprawdzić), to nie jest to, co jest mi potrzebne. Coraz częściej włączałem w komórce „tethering”, czyli udostępnianie połączenia po WiFi – i korzystałem z internetu z komórki.

Starter z Play – wow, jakie to szybkie!

Wiedząc, że w ten weekend często będę potrzebował łączyć się z internetem z mojego tabletu, na próbę kupiłem starter (kartę SIM) w sieci Play za 9 złotych – co miało mi dawać dostęp do internetu przez 7 dni i 500 MB danych. Spróbowałem – i nagle WOOOW! Nie przypuszczałem, że połączenie z siecią może być takie szybkie, a internet mobilny – taki sprawny :). Po dwóch latach korzystania z Aero2 – nagle doznałem olśnienia! Za 25 złotych miesięcznie (tyle wychodzi przy doładowywaniu kwotami 50 zł lub większymi) mam internet rzeczywiście szybki i niezawodny, z którego po prostu mogę zawsze skorzystać. A w ofertach na abonament – da się też taniej. Aero2 może przyda mi się w ostateczności jako łącze zapasowe do domu (i tak samo się nie przełączy przez to nieszczęsne CAPTCHA). Ale do codziennego użytku wolę zapłacić i mieć internet, który nie będzie mi podnosił ciśnienia – który po prostu będzie, kiedy go potrzebuję.

Tak się dziś buduje socjalizm

Bezpłatny dostęp do internetu to usługa, za którą tak naprawdę płacimy wszyscy, choć nie wszyscy korzystamy. W dużym skrócie – Aero2 zobowiązało się do świadczenia tej usługi dla wszystkich przez okres 3 lat w zamian za wygranie przetargu na częstotliwości LTE. Widmo częstotliwości fal elektromagnetycznych jest naszym zasobem wspólnym, jak – powiedzmy – węgiel pod ziemią. Państwo zarabia wydając koncesje na używanie tych częstotliwości (stacjom radiowym i telewizyjnym, sieciom komórkowym itp.) przez UKE – Urząd Komunikacji Elektronicznej.

1. Według szacunków ze strony jdtech.pl – normalna cena za te częstotliwości wynosiłaby między 100 a 200 milionów złotych, podczas gdy Aero2 zapłaciło 20 milionów – plus ten bezpłatny internet. Tak więc nasz budżet stracił ze 100 milionów złotych (czyli – zależnie od interpretacji – albo my to dopłacimy te 100 milionów w podatkach przecież, albo – gdyby nie to – moglibyśmy płacić 100 milionów mniej… na jedno wychodzi).

2. Jakość usługi jest kiepska – i nie mamy zbytnio co z tym zrobić, bo przecież „działa”. Gdyby nie było problemów z uzyskaniem stabilnego połączenia, to te ograniczenia (512 kbps i 60 minut) nie przeszkadzałyby tak bardzo. Ale przez kłopoty z połączeniem – korzystanie z Aero2 jest ciężkie. Gdyby taki Play pozwolił sobie na takie problemy choćby czasami – wie, że klienci pójdą do innych operatorów (a jest ich kilku) – i tu konkurencja wymusza na nich dobrą jakość. Bezpłatny dostęp do internetu nie ma konkurencji, bo jest jedyny (państwowy, choć prywatnymi rękoma) – więc nie musi się tak starać. Tak samo było przed laty ze wszystkim, co państwowe – na telefon od Telekomunikacji Polskiej czekało się latami, nawet ja pamiętam jeszcze te czasy. Teraz to nie do pomyślenia. Ale wystarczy spojrzeć na służbę zdrowia czy oświatę, które jeszcze są państwowe – jak bardzo w tyle są za prywatnymi. To przecież ten sam mechanizm braku konkurencji, co w przypadku Aero2.

Aero2 nie jest darmowe - zrzucamy się na nie wszyscy. Nie ma darmowej nauki ani leczenia – za wszystko musimy płacić. Pytanie tylko – kto płaci :). Za Aero2 płacimy wszyscy razem. Tak buduje się dziś socjalizm. Jeżeli „państwo nam coś zapewni” – to znaczy, że pozbiera od nas pieniądze i za nie zorganizuje usługę, która nie będzie miała konkurencji – więc jej jakość łatwo przewidzieć.

W skrócie mogę chyba stwierdzić, że sprzedałem zbyt tanio :). Patrząc na zainteresowanie, jakie wzbudziła oferta, oraz wyciągając wniosek z faktu, że znalazł kupca w niecałą godzinę od opublikowania aukcji na Allegro (który kupił auto w ciemno!) – widać, że prawdopodobnie istnieje cena znacznie wyższa, przy której Golf cieszyłby się mniejszym zainteresowaniem, ale kupca w końcu i tak znalazł…

A wyglądało to tak. Na Allegro wystawiłem aukcję o identycznej treści jak mój ostatni wpis (lekko ocenzurowaną, rzecz jasna, bez nazwisk Tuska i Pawlaka – z obawy, że mogliby zamknąć aukcję i/lub mnie), typ ustawiłem na „kup teraz”. Po trzech minutach zadzwonił telefon z pytaniem „czy oferta wciąż aktualna?” :) Pan chciał się umówić jeszcze na ten sam dzień na oględziny (choć było już po 18), zadzwonił jeszcze tylko do kolegi, czy ma czas. W międzyczasie zadzwonił drugi chętny, z Mszany, chciał przyjechać następnego dnia. Później znów ten pierwszy – że będzie „za 40-50 minut”. Później jeszcze dwóch innych…

Pierwszy chętny przyjechał – po upływie godziny od rozpoczęcia aukcji. Gdy się zaczęliśmy witać, dostałem kolejny telefon, który postaram się zacytować:
- „Dzień dobry! Ja kupiłem u pana samochód, Golfa – i chciałbym zapytać, kiedy i gdzie go mogę odebrać?”
- „Yyy… ale jak to: kupił pan?” (niestety informacja mnie przerosła – i jedynie takie zdanie byłem w stanie na szybko skonstruować)
- „No normalnie, kliknąłem „Kup teraz” i kupiłem – i chciałbym je odebrać…”
Oczywiście później tłumaczenie tym, którzy przyjechali… I sytuacja w ogóle dziwna… Na niektórych aukcjach z Allegro ludki zaznaczają „Kup teraz – jedynie po osobistym obejrzeniu samochodu”. A ja – głupi – myślałem, że to oczywiste…

Jak się okazało, kupujący prowadzi coś na kształt komisu samochodowego, auto kupił na handel. Spodziewał się jednak czegoś mniej zardzewiałego (cóż, zachciało się kupować w ciemno… :>). Ale to nic nie szkodzi – się zaszpachluje, zamaluje – i sprzeda o wiele drożej :). Jak się domyślam – o tym, że prąd ucieka, przyszły klient komisu dowie się po kilku dniach od zakupu, wsiadając rano do samochodu i zastanawiając się, dlaczego rozrusznik nie chce się kręcić… Przecież w komisie palił na dotyk…

Obym się mylił, są jednak przecież uczciwi ludzie (tylko mniej zarabiają) :). Z tej historii dwa wnioski. Szczery opis to dobry opis, cena startowa powinna być raczej wysoka, a sprzedaż samochodu na Allegro powinna mieć formę aukcji, a nie „Kup teraz”. Trzy wnioski. Szczere opisy są dobre, bo oszczędzają czas kupującego i sprzedającego. Domyślam się, że Golfy, które w identycznej cenie były na Allegro, tak naprawdę były w gorszym stanie – tyle że ich wady ukryte były w ogólnikowych „stan pojadu oceniam jako dobry”. Odkrycie tego na miejscu – jedynie irytuje potencjalnego nabywcę, że czas tracił… Cenę zawsze warto dać za wysoką, jak widać – bo najwyżej straci się 10 dni na czekanie na kupca i albo w końcu ktoś wynegocjuje cenę, która mu odpowiada, albo wystawi się na sprzedaż jeszcze raz, tym razem taniej – zwłaszcza w przypadku takich aut jak Golfy, które schodzą (jak widać) jak świeże bułeczki :). A przy aukcji „zwykłej” (a nie „kup teraz”) – nie ma groźby takiego niespodziewanego zakończenia, a cena zawsze może iść w górę :).

Teraz pozostało mi jeszcze zapłacić prowizję dla Allegro – prawie 100zł…