Ten utwór poznałem wiele tygodni temu… I wciąż nie jestem w stanie wyjść z podziwu. Zarówno kompozytor, Paul Drayton, jak i wykonawcy (czyli genialny chórek King’s Singers) stworzyli coś niezwykłego. Do posłuchania tutaj:

Powtarzając to, co zostało powiedziane we wstępie w filmie – utwór w ciągu swoich niecałych 12 minut prezentuje „historię” muzyki klasycznej z ostatnich 400 lat. I udaje mu się to całkiem nieźle! Przy czym nie jest to składanka różnych kawałków. Wszystko zostało skomponowane całkowicie od nowa, parodiując styl każdego z kompozytorów :).

00:32 – Johann Sebastian Bach – nie mogli lepiej zacząć. Bardzo fajna fuga, przy okazji bardzo pouczająca – bo dzięki śpiewanym słowom łatwo odróżnić od siebie tematy fugi. Na początku, oczywiście, wykonanie głównego tematu fugi przez każdy z głosów. Pierwszy głos – solo, w tonacji podstawowej. Następnie pierwszy głos wchodzi w kontrapunkt, a drugi głos wykonuje temat (w tonacji oddalonej o kwintę). Później temat wchodzi do trzeciego głosu (znów w tonacji podstawowej) i czwartego (znów kwinta) – czyli dokładnie tak, jak powinna wyglądać podręcznikowa ekspozycja. A później wszystko się już rozwija, bez sztywnych reguł. Poszczególne głosy „kłócą się”, wymieniając przy okazji innych kompozytorów – synów Bacha (Johann Christian, Wilhelm Friedemann, Carl Philipp Emanuel) – aż w fazie kulminacyjnej główny temat fugi pojawia się w głosie basowym (01:52 – ten po prawej, przypominający Jasia Fasolę, świetnie udaje głos z pedałów organowych), zatrzymując się na ostatniej nucie – imitując tym nutę pedałową w czasie kody utworu. Po prostu – genialne!

02:31 – George Frideric Handel – drugi, po Bachu, tak fajny kompozytor z baroku (tylko subiektywne zdanie). Zaczyna się podniośle, z towarzyszeniem instrumentów dętych – podobnie jak „Music for the Royal Fireworks” (muzyka do królewskich sztucznych ogni, tak w wolnym tłumaczeniu), a dalej już jest lekko i przyjemnie :).

03:30 – Wolfgang Amadeusz Mozart – jego oczywiście też nie mogło zabraknąć. Bardzo charakterystyczny jest akompaniament (zupełnie jak np. w znanej Sonacie nr 16 C-dur).

04:44 – Ludwig van Beethoven – początek bardzo podobny do początku jego I Symfonii. Dalej – nie piszę, bo z niczym mi się nie kojarzy :).

06:25 – Felix Mendelssohn-Bartholdy, znany szerokiej większości (mnie również) jedynie ze swojego marszu weselnego

07:07 – Johann Strauss wraz z synami :). Nie wiadomo do końca, czy chodzi o Johanna ojca, czy syna, pewnie o ojca – wszyscy synowie są później. Zostają przedstawieni po kolei – Josef Strauss, Eduard Strauss, Johann Strauss, oraz… Levi Strauss :). Ten ostatni, oczywiście, nie jest członkiem tej rodziny Straussów. Jest natomiast równie dobrze znany (a może i nawet lepiej?) jako pierwszy twórca spodni jeansowych (stąd marka Levi’s). Taki sprytnie wmontowany żart ;).

08:04 – wciąż w temacie Strauss’a, nie do końca wiem, czemu zostaje tu wymieniony Willi Boskovsky. Był on znanym wykonawcą i dyrygentem dzieł Straussa, ale nie kompozytorem.

08:45 – Claude Debussy – trochę go nie lubię… Oni chyba z resztą też :).

09:50 – tu zaczyna się taka dziwna lista różnych kompozytorów, których nazwiska ciężko zrozumieć. Na początku Cesar Franck, później oczywiście Wagner i różni inni. Z wyłapanych do tej pory – Bizet, Chopin, Berlioz, Szymanowski, Paganini, Sibelius, Vivaldi, Rossini, Puccini (jako ostatni).

11:11 – William Byrd – genialny motyw :). Dzięki temu fragmentowi poznałem kompozytora, o którym wcześniej nic nie słyszałem. A to, według niektórych, taki angielski odpowiednik Palestriny w epoce renesansu. Jak się łatwo domyślić – komponował głównie muzykę kościelną/chóralną (co chyba było w tamtych czasach normą). Nie wiem tylko, skąd znalazł się akurat w tym miejscu – dotychczasowi kompozytorzy byli ułożeni jakoś chronologicznie – a tu skok o kilkaset lat do tyłu…

11:23 – Cage. Potraktowali go, moim zdaniem, odpowiednio :). To taki gość, co przeżył prawie cały XX wiek, nazywany przez niektórych kompozytorem. Jego najbardziej znanym „dziełem” jest 4’33” – „utwór” składający się z samych pauz, co daje w rezultacie 4 i pół minuty ciszy… Były też inne – grane na przedmiotach codziennego użytku, czy podłączonych do prądu kaktusach… Jednym z ciekawszych niewątpliwie utworów jest „Imaginary Landscape No. 4″ na 12 odbiorników radiowych (stąd chyba w parodii King’s Singers motyw regulacji radia). 12 osób, za wskazówkami dyrygenta, przestawia częstotliwości i reguluje głośność swoich radioodbiorników. W dalszym ciągu niezbadana pozostaje kwestia, co się stanie, kiedy w trakcie wykonywania utworu jedna z osób trafi na stację radiową, która będzie w tym czasie akurat nadawać „Imaginary Landscape No. 4″ Johna Cage’a ;).

11:27 – „… and everyone from Stockhausen to Gershwin” – co chyba potwierdza moje obawy, że im dalej na osi czasu – tym gorsza muzyka… A wiek XX w muzyce „klasycznej” prawie nie istnieje.

11:42 – and Bach again :). Lepszy happy end ciężko sobie wyobrazić :).

Szukałem listy tymi kompozytorami wymienionymi w „Masterpiece”, lecz nie znalazłem. Są szczątkowe listy w komentarzach na YouTube. Dlatego tak dokładnie ich wymieniam – bo jest to coś, czego do tej pory w sieci nie było (a to się rzadko zdarza :) ). Jako ciekawostkę dodam, że znalazłem ciekawy konkurs – Olimpiadę Słuchową dla uczniów szkół muzycznych II stopnia. W II Etapie konkursu w 2010 roku w części pisemnej wykorzystano tylko i wyłącznie utwór Masterpiece Paula Draytona – do wszystkich ćwiczeń słuchowych. PDF z pytaniami jest do ściągnięcia ze strony Olimpiady. I znów żałuję, że nie chodziłem do szkoły muzycznej…