W sytuacji przedstawionej na rysunku kierujący pojazdem 1:

A. ma pierwszeństwo przed pojazdem 2

B. może używać świateł pozycyjnych zamiast świateł mijania

C. może zostać niezauważony przez kierującego pojazdem 2

D. zapierdalając z niedozwoloną prędkością może spowodować wypadek drogowy

Sytuacja wyglądała mniej lub bardziej następująco. Środa, godzina 23:22, zamierzam wyjechać z ulicy Naczelnej (podporządkowana) na ulicę Dobrego Pasterza, w kierunku Tesco – czyli w prawo. Zbliżam się do skrzyżowania powoli, prawy kierunkowskaz, sprawdzenie lewej strony – nic nie jedzie. Ruszam. Widzę światełko z lewej strony, coś jak rower – ale jedzie bardzo szybko!

Skuter! Kur*a!

Hamowanie… iii…

Nie, nie, nic się nie stało :). Motorowerzysta, jadący ulicą Dobrego Pasterza, przejechał sobie; jechał dość daleko od krawędzi jezdni, więc miejsca miał sporo. A ja ruszyłem, już mniej spokojnie, jadąc za tym skuterkiem – i zastanawiając się, jak to się stało, że go prawie nie zauważyłem… To oświetlenie chyba miał jakieś lewe – jakby postojowe, jasność mniej-więcej taka jak moje światło rowerowe. Kurczę… czy on może jechać z takimi światłami? – zastanawiałem się… – Co by było, gdybym mu rzeczywiście zajechał drogę? Czyja wi…

Kur*a!

Trzask… frrruuu… pac.

Moje zastanawianie trwało maksymalnie 3 sekundy. Po tym czasie do widoku motoroweru jadącego przede mną dołączył samochód z naprzeciwka – skręcający w lewo (na wjazd do posesji – Dobrego Pasterza 99, ten szlaban koło pizzerii Halo Pizza) bezpośrednio przed nadjeżdżającym motorowerem. Gdy gwałtownie zahamował, było już za późno – był już po połowie skrętu, całkowicie blokując przeciwny pas – i motorowerzystę zarazem. A motorowerzysta tylko spróbował przyhamować, stuknął samochód prosto w tablicę rejestracyjną i – zostawiając swój pojazd na asfalcie – przeleciał kilka metrów dalej, uderzając o asfalt – a ostatecznie miękko kładąc się na pizzy, co ją był wiózł w specjalnym, dostawczym plecaku. Podręcznikowy przykład zderzenia czołowego. Przy czym pojazd nr 2, czyli samochód, miał w chwili zderzenia prędkość zerową. Skuter, a dokładniej – jego szczątki, leżały na całej szerokości ulicy. Czoło samochodu dość mocno połamane („tego na pewno już nie wyklepiesz…„), co dość „dobrze” świadczy o prędkości motoroweru już nawet po lekkim jej zmniejszeniu w ostatniej chwili. No i dalej wiadomo – bez zwłoki (na szczęście) dzwonią na 112, jakieś krzyki „kuuurwa, moje nogi”; przechodnie się zbierają, motorowerzysta (na leżąco) dzwoni do swojej pizzerii informując o wypadku; ludzie z lokalnej (konkurencyjnej) pizzerii wychodzą, aby sprawdzić, co się stało; przechodnie uspokajają rannego; ranny, nie mogąc wstać, siada lekko i zapala sobie papierosa – inni wciąż każą mu leżeć; przyjeżdża straż pożarna, pogotowie i policja (prawie równo, 7 minut po wezwaniu); kierowca skutera od razu zostaje przeniesiony do karetki (i tam, przed wyjazdem do szpitala, jest trzymany ok. 15 minut), reszta zostaje na miejscu.

Nie wiem, jak ta sprawa zakończy się dla kierowcy samochodu. Wiem, że był niewinny – i choć z rysunku jasno wynika, że pierwszeństwa nie miał, to mógł po prostu nie mieć możliwości zauważenia tego nieoświeconego dostawcy pizzy. Jak to stwierdził jeden z pasażerów auta biorącego udział w wypadku: „motorower-widmo, pojawił się tak nagle”. Mam nadzieję, że – zgodnie ze słowami wszystkich chyba świadków – kierowca motorka zostanie uznany za winnego. I że na najbliższy czas zniknie z ruchu drogowego :).

PS. Historię tę spisałem po to, żebym sobie nie zapomniał przebiegu tego wszystkiego – w razie konieczności dalszych wyjaśnień, czy coś takiego… A skoro już miałem spisywać – to czemu nie udostępnić jej od razu, ku większej świadomości drogowej :).

Wpis ten, w tym „szczególnym” dniu, dedykuję A. – życząc, żeby w jej karierze wszyscy piraci drogowi trzymali się z daleka :).