Bardzo zadziwił mnie wczoraj jeden artykuł, bardzo krótki – ale wnioski, które z niego wyciągnąłem, są chyba kilkakrotnie dłuższe:

Polacy chcą wspólnych obchodów 10 kwietnia

Tak w bardzo dużym skrócie – Polskie Radio zleciło instytutowi Homo Homini przeprowadzenie „badania”. Badanie to, według interpretacji prezesa instytutu, pokazało, że „ogromna część społeczeństwa” chciałaby powrócić do tej „wspólnotowej” atmosfery, która panowała po katastrofie smoleńskiej. Dokładniej: „70% badanych chciałoby, aby rodziny ofiar oraz politycy, w tym prezydent i premier, wspólnie obchodzili rocznicę katastrofy smoleńskiej”. 22% było przeciwnych, a 8% nie miało zdania. Dowiadujemy się jeszcze, że sondaż został przeprowadzony telefonicznie „na grupie 1081 osób, reprezentatywnej dla ogółu Polaków„.

Niesamowite, po prostu! Około 920 osób (z tysiąca zapytanych) chciałoby wtrącać się rodzinom ofiar, przeżywającym ich pierwszą rocznicę śmierci, do sposobu, w jaki będą te dni obchodzić… Zamiast po prostu stwierdzić, żeby przeżywali tak, jak będą chcieli, jak będzie im najlepiej. Tak przynajmniej wynika z przekazu – a ile w tym prawdy, ciężko nam stwierdzić. Niestety instytut nie odważył się przedstawić dokładnie, jak taka rozmowa telefoniczna wyglądała, jak dokładnie brzmiało pytanie i jak sformułowane były możliwe odpowiedzi. Nie powiedzieli też, skąd wiedzą, jak wygląda „ogół” Polaków i kto jest dla niego reprezentatywny. I wciąż nie wiem, kto mnie tam reprezentował…

Tak się zastanawiam – może takie sondaże mają na celu takie ukryte podbudowanie naszego ego? Może celowo są tak zrobione, aby nam, normalnym, pozwolić czuć się jak jakaś elita, jako niepowtarzalne 8% w tłumie 92% ludzi nierozumnych, gdy to czytamy? Jaki inny sens miałby taki artykuł? Jaki sens miałoby wydawanie dużych pieniędzy na połączenia telefoniczne – i studentów, którzy obdzwonią ten reprezentatywny dla „ogółu” tysiąc – i do tego jeszcze specjalistów, którzy wynik odpowiednio przeliczą i zinterpretują? Taki cel wydaje się sensowny :). Inną możliwością byłyby jedynie teorie spiskowe (kierownik odpowiedniego działu w radio chciał dać zarobić swojemu znajomemu prezesowi instytutu, może i coś w zamian dostając…) – ale, jak wiemy, to dość rzadkie i nawet nie ma sensu o tym myśleć. Na szczęście to nie moje pieniądze, tylko jakiegoś Polskiego Radia :), więc nie muszę się bulwersować – mogę sobie na spokojnie pomyśleć.

Dawniej się dziwiłem, jaki jest sens pisania takich artykułów i przedstawiania wyników tak bzdurnych badań. Teraz odkryłem – chyba ich intencją jest pokazanie mi, jaki wyjątkowy i daleki od „ogółu” jestem – więc od razu, tak za darmo, zyskałem wiele powodów do radości ;).