Zamiast opowiadać i przywozić pełno zdjęć, postaram się ciekawsze rzeczy opisać i zdjęcia powrzucać tutaj. W ten sposób mogę pisać kiedy chcę, każdy może czytać i oglądać co i kiedy chce – i optymalizujemy wykorzystanie czasu :)

Pierwszy dzień wyprawy na Północ – to oczywiście sama podróż. W wersji ekonomicznej (czyli „byle jak najtaniej”) na przesiadki pomiędzy samolotami przyszło mi czekać po 5-6 godzin. A że cała wyprawa to w sumie 3 samoloty (Kraków – Warszawa – Helsinki – Rovaniemi), daje to cały dzień (od godziny 5 do 22) spędzony na lotniskach lub w samolotach. <dygresja>czas fiński to GMT+2 (lub +3 w lecie), więc wyprzedzają nas o godzinę – my teraz mamy GMT+1; więc od 5 godziny polskiej do 22 fińskiej daje to 16 godzin</dygresja>

Terminal krajowy (ang. domestic) na krakowskim lotnisku ma swój klimat – jest bardzo mały (jednocześnie może obsługiwać tylko 1 lot). Dodatkowo lot Kraków – Warszawa o 6:00 jest pierwszym porannym połączeniem. W związku z tym lotnisko rano świeci pustkami, odprawa osobista zaczyna się tuż przed 5, a wystarczy i tak być o 5:15 żeby nadać bagaż i samemu przejść odprawę. (zalecenia, żeby na lotnisku być 2h przed odlotem, tutaj się nie sprawdzają)

Pogoda na krakowskiej ziemi była tego dnia mało porywająca, ciemno i mgliście. Okazuje się, że wystarczyło wznieść się odrobinę do góry, żeby zobaczyć, że ta mgła to tak naprawdę dolna część gęstych chmur, które na pewnej wysykości po prostu się kończą, odsłaniając RÓWNO niczym niezanieczyszczone niebo. Widać na zdjęciu, jakby były po prostu ciekłą substancją rozlaną równo po ziemi.

Niedługo po starcie, patrząc na lekko czerwieniącą się granicę między chmurami (to na dole) a niebem (to u góry) dotarło do mnie, że skoro lecę na północ i siedzę po prawej stronie, to moje okno skierowane jest na… wschód! Aparat miałem więc w pogotowiu. Choć, jak to zwykle bywa, lepiej wyglądało to naprawdę. Wszystkie zdjęcia psuła „upaćkana” już po kilkunastu minutach lotu szyba.

Mając ponad 6 godzin na Okęciu, dowiadując się, że kartę pokładową Finnair’a mogę sobie po prostu wydrukować w specjalnym automacie (i robiąc to od razu) oraz widząc ceny wszelkiego jedzenia na lotnisku – zrealizowałem plan wyjścia ze „strefy” i udania sie „do miasta”. Tam też mogłem spokojnie zjeść i połączyć się z internetem w jednym z fast-foodów. Jak się okazało po moim powrocie, w „strefie” na Okęciu (po przejściu „prześwietlenia”), jest też strefa darmowego WiFi (firmowana przez ING) wraz z kontaktami z prądem! Można więc tam żyć.

Co nie zdziwiło mnie zbytnio, lotnisko w Helsinkach również wyposażone jest w takie „bajery” – więc 5 godzin czekania tamże nie było niczym ciężkim.

I jeszcze jedno spostrzeżenie na koniec, patrząc po samych sklepach bezcłowych i restauracjach na lotnisku – oni tu są „lekko” odjechani na temat Angry Birds! Poza „zwykłymi” maskotkami czy grami Angry Birds mają też oranżadki i lizaki Angry Birds. I pełno innych :).

Jednak mój faworyt (którego poznałem dzień później) – magnesy (ponad 100 elementów), z których można sobie na lodówce (na przykład) zrobić „screenshot’a z gry”.