Bardzo popularnym w Rovaniemi środkiem transportu są rowery. Aż trudno uwierzyć, patrząc na zapełnione nimi przestrzenie przed budynkami (sklepy, szkoły itp.), że tyle osób decyduje się na tę formę komunikacji, kiedy temperatura na zewnątrz wynosi choćby -15 stopni. Większośc z przyjeżdżających tu zagranicznych studentów korzysta z oferty sklepów z używanymi rzeczami (second-hand’ów), które sprzedają używane rowery, a po poł roku odkupują je za pół ceny. Skorzystałem z podobnej oferty na 2 tygodnie (dostaję rower za 90€, sprzedam za 70) i przemieszczanie się po mieście stało się zdecydowanie prostsze!

Finowie niesamowitą wagę przywiązują do transportu pieszo-rowerowego. Prawie zawsze trasa rowerowa i piesza to ta sama trasa. Nie spotyka się tu ścieżek osobnych. Zwykle widzę oznaczenia – ludzik plus rower w jednym niebieskim kółeczku, choć nawet gdyby gdzieś go nie było – nie ma przecież straży miejskiej, a policja ma raczej ważniejsze zadania niż ściganie przestępców jeżdżących rowerami po chodnikach. A wracając do tej dużej wagi – to już trzecie miasto (przed laty Tampere, Helsinki, teraz Rovaniemi), w którym widzę, że ścieżki są niesamowicie przemyślane. Są bytami niezależnymi od zwykłych ulic – czasem idą w ich sąsiedztwie, a czasem zupełnie inaczej. Zwykle – im bardziej ruchliwa ulica, tym bardziej ścieżka jest od tej ulicy oddzielona. Często również widać przejścia/przejazdy podziemne, a czasem i kładki, które pozwalają szybko przedostać się na drugą stronę ulicy nie zatrzymując ruchu samochodowego (przed zwykłym przejściem czasem samochód potrafi się zatrzymać ustępując mi pierwszeństwa jeszcze 5 sekund przed tym, zanim dojadę do tego przejścia). Co ważne – rowerzyści korzystają z nich w sposób płynny, bez schodów ani innych spowalniaczy, jedzie się „tak po prostu”. No i do tego – ścieżki (też te idące z dala od ulic) są bardzo przyjemne, oświetlone i odśnieżone (nie ma zasp). Aż czuć, że pieszy i rowerzysta nie są tylko uciążliwymi dodatkami do ruchu drogowego.

A poruszając temat śniegu, może się to wydać dziwne – jak jeździć przy takiej zimie? Jest to bajecznie proste. Może akurat ja mam takie szczęście, że przyjechałem na koło podbiegunowe w zimie, kiedy temperatura nie przyjmuje w ogóle wartości dodatnich. To sprawia, że śnieg nie topnieje i nie zamarza ponownie, nie robią się ślizgawki, nie ma brudnego błota pośniegowego, jest jedynie czysty, biały śnieg! Powtórzę (choć widać to też na zdjęciach) – śnieg jest biały, czysty i suchy! Nikt tu nie wpada na głupi pomysł sypania solą (i tak nie uda się utrzymać asfaltu czarnego za wszelką cenę), a piaskiem sypie się tylko czasami (głównie parkingi, podjazdy i ulice, ale nie ścieżki pieszo-rowerowe). Ścieżki wystarczy odśnieżyć (żeby dało się poruszać po ubitej warstwie) i są one przejezdne i bezpieczne. Na miejsce dojeżdżam suchy, niepochlapany… Po prostu – bajecznie!

Krótka refleksja – Finowie chyba do śniegu podchodzą jak do innych ludzi – nie zakładają z góry jego złych intencji i nie przystępują od razu do walki, po prostu starają się z nim żyć. A wychodzi im to bardzo dobrze :).